Rzuciłeś palenie? Pamiętaj, że zawsze może przyjść gorszy moment!

Kilka dni temu zdarzyła mi się pewna sytuacja, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że jestem na dobrej drodze w procesie uwalniania się z nałogu nikotynowego, który w pewnym sensie nadal trwa.

Nałóg papierosowy nie kończy się w momencie wypalenia ostatniej fajki. Przekonałem się o tym co najmniej kilka razy, kiedy pojawiała się chęć puszczenia dymka. Ostatnio przeżyłem sporą pokusę, która prawie zaowocowała zapaleniem papierosa. Ale tak się nie stało.

Sytuacja miała miejsce w piątkowy wieczór. Wybraliśmy się z przyjaciółmi do pubu – jedno piwko, drugie… Z ust jednego z kolegów padło hasło: no, to idziemy zapalić! Wyjścia na zewnątrz na fajkę po jednej czy dwóch kolejkach były w zasadzie naszym rytuałem. Niemal automatycznie zacząłem zakładać kurtkę i dopiero po chwili przypomniałem sobie, że przecież NIE PALĘ. Zaraz potem nastąpił cały wysyp myśli: a może jednego dla towarzystwa zapalę, jedna fajka do piwka chyba nic złego nie zrobi, wyjdę, wypalę pół fajki i wrócę, itd… Zaraz potem jednak przyszły inne myśli: zrobiłem już tak wiele, po co to niszczyć, tak naprawdę wcale nie chce mi się iść zapalić, nie chcę wracać do tego co było kiedyś. No, i nie poszedłem zapalić. Zakomunikowałem kolegom, że kategorycznie rzuciłem i poszli sami.

Tego typu sytuacje będą pojawiać się pewnie częściej. Ale myślę, że już w jakiś sposób zapanowałem nad całym tym mechanizmem i że dam sobie radę. Oby.